Dzieci kukurydzy, czyli dlaczego kocham październik? #1

Za oknem mamy jakąś nieokreśloną kupę. Natura najwyraźniej nie może się zdecydować, czy chce, żeby jeszcze chwilę potrwała jesień, czy może już czas na zimę. I tak sobie błyska słońcem od czasu do czasu. Nie za wiele, żeby spragnionej witaminy D gawiedzi za bardzo nie rozpuścić. Innym razem zaś pizga złem. Znaczy deszczem, śniegiem i po troszku gradem. A jaki był październik?

kolba kukurydzy

Zaparzyłam sobie zatem herbatę z miodem i imbirem i siadłam do kompa. Przeglądając to i owo, trafiłam na folder ze zdjęciami z października. Takimi na szybko zrzuconymi z aparatu i na dłuższą chwilę zapomnianymi. Kiedy je jednak przeglądam, dochodzę do wniosku, że początek października wcale nie był taki zły. Były jeszcze szanse na odrobinę słońca. Niestety, szybko się to w tym roku skończyło.

ZŁOTA (?) POLSKA JESIEŃ

Pole kukurydzy

Mam wrażenie, że tegoroczna jesień w ogóle nas nie rozpuszcza. Natura postanowiła protestować wraz z polskimi kobietami i od czasu Czarnego Marszu nap***a deszczem, zapodaje wichury łeb urywające i temperatury znacznie poniżej normy. Złotej polskiej jesieni w tym roku nie uświadczysz.

kasztany

A jednak – patrząc na zdjęcia widzę, że na samym początku nie było tak źle. Na jakiś łikend słoneczny się jednakowoż załapaliśmy. W związku z czym towarzystwo Potworne wywiezione zostało wraz z Czarną Mambą w pole, gdzie zakosztowało uroków przemierzania rozległych pól kukurydzy. Nelissima była zachwycona <3

dzieci kukurydzy

Leave a Comment